Od dziś autobusami linii 502 można odbyć podróż jedynie na odcinku Plac Centralny - Cracovia. Skrócenie połowy trasy jednej z trzech (!) przyspieszonych linii autobusowych w milionowej aglomeracji oddaje doskonale stan krakowskiej komunikacji publicznej, rzekomo dziewiątej w światowym rankingu jak i styl myślenia funkcjonariuszy miasta zaciekle promujących transport publiczny. Celowo nie używam słowa urzędnik, aby nie ubliżyć tym, którzy rzetelnie i z oddaniem wykonują swój zawód. Odwieczny rywal Krakowa we wszelkich zestawieniach, stolica, znalazła dalekie miejsce w rankingu zapewne dlatego, że utrzymuje kilkanaście linii przyspieszonych, o ekspresowych luksusach nie wspominając.
Gdy 11 lat temu dokonano pierwszej poważnej reformy krakowskiego zbiorkomu, linia '502' powstała na szkielecie dawnych pospiesznych B i C, zapewniała szybki dojazd z osiedli peryferyjnych do centrum. Wydawać by się mogło, że z rozrastającymi się osiedlami: Kurdwanowem, Klinami, Ruczajem, Witkowicami, Mistrzejowicami takich połączeń będzie przybywać. Z tych jedenastu lat, dziesięć to rządy obecnej administracji, wiele poważnych spraw, inwestycji toczy się siłą inercji, bez jakiegokolwiek pomysłu na długofalowe działanie. Doraźne rozwiązania i prowizorki dominują szczególnie jeśli chodzi o parkowanie, dojazd do centrum, komunikację miejską.
Głównym argumentem ZIKiT w stosunku do 502 jest dublowanie tramwaju. Ciekawe jednak, że zanim zacznie dublować ów tramwaj to pasażerowie z południowego Bieżanowa i Rżąki wypełniają ponad połowę pojazdu. Cztery kursy w ciągu godziny oznaczają 400 chętnych, którzy wciskać będą się do tramwajów oraz 144. Z linii 304 wykonującej aż 25% kursów więcej (za 502!) raczej nie skorzystają, ponieważ Rżąkę omija, a mieszkańcom Wieliczki zapewni zwiedzanie Bieżanowa. Choć rok temu funkcjonariusze ZIKiT dowodzili, że jest to linia przyspieszona, widać inne są teraz potrzeby. Część pasażerów 304 i 502 wybierze więc własne auta, nie będą mieli większych problemów, bo właśnie zmieniono ponownie zasady parkowania, z inwestora parkingu podziemnego zrobiono idiotę, a przy okazji następnym potencjalnym inwestorom pokazano jak przejrzyście i bezproblemowo można wykorzystać spore pieniądze w Krakowie. Pozostaje właściwie się cieszyć, że UEFA nie dała się nabrać na tramwaj-przebieraniec, bo do czerwca 2012 zapewne rozwijałby się tylko Cichy Kącik.
Upadek zasad i dziewiątej komunikacji świata może nastąpić też w innych częściach aglomeracji, jak wieszczy złotousty rzecznik ZIKiT. Czyżby chodziło o pieniądze? Nie tak dawno wiceprezes MPK publicznie targał rozkłady jazdy i wspominał m.in. o 502, a przymuszeni przez wiernych związkowców radni ulżyli przewoźnikowi kwotą 24 mln złotych. Może wypadałoby je rozliczyć w świetle dzisiejszej likwidacji oraz kulawego szybkiego tramwaju do leśnej dziczy przy Dworcu Towarowym? Codziennie przez piękne zarośla można dostrzec stojące rządkiem w korku autobusy, oczywiście jadą w nim, a nawet starają się dotrzymać rozkładu. Zmianę tego stanu rzeczy uniemożliwają porozumienia z gminami, więc oszczędności trzeba znaleźć w krakowskich liniach. Zresztą jak widać na alei Solidarności dublowanie na wiele sposobów nikomu nie przeszkadza, a czasy świetności i tłumów w tramwajach i autobusach pod kombinatem minęły.
Wiele osób jeszcze pamięta czasy, gdy Polska była dziesiątą potęgą świata, choć w rzeczywistości byliśmy mocarstwem w produkcji kartofli. W tym roku krakowianie mają w ręku kartki wyborcze, oby użyli ich do pokonania niemocy samorządu śniącego o potędze. Smutny jest zbieg tej sytuacji z akcją "Gazety" o tropieniu absurdów komunikacyjnych Krakowa. Smutny, bo pomijając merytoryczne argumenty liczy się arogancki styl zmian, bez konsultacji z mieszkańcami, w ostatniej chwili przedstawionymi, do ostatniej chwili nazywanymi "pogłoskami prasowymi". Po raz kolejny mieszkańcy są dla urzędników, a nie odwrotnie.
2010-01-02
mouset