Nowości i ogłoszenia

Wszystko czego dziś chcę

   Dziś z muzycznym nawiązaniem do starej-nowej piosenki Candy Girl przyjrzymy się samorządowej kampanii wyborczej. Utwór, pseudonim wokalistki jak i tytuły LP: "Między jawą a snem" oraz "Hałas w mojej głowie" idealnie pasują do rozpędzającej się kampanii.


   Wysyp obietnic w niej jest porażający. W ich cieniu władze UJ nie zgodziły się, i słusznie, na przebieg Trasy Pychowickiej. Droga, która już dawno powinna była połączyć tunelem - jak na europejskie mocarstwo miejskie przystało - Bronowice z Ruczajem została powierzona do budowy miejskiej spółce, której dzieckiem jest Trasa Łagiewnicka. Wytwór drogowy nie posiadający połączenia z Bieżanowem, nie mający logicznego ciągu dalszego do Norymberskiej, aby móc wyprowadzić tramwaj na Kliny. Nawet autobusy z niej nie korzystają, nie wspominając o tym, że połączenie na Kliny trzeba budować już, zaś marszruta linii 196 jest dosyć mocno naciągnięta.


   Kandydujący zastępca wieloletniego włodarza Krakowa zdaje się nie dostrzegać w festiwalu swoich obietnic, że za wiele patologicznych dziś sytuacji w polityce transportowej odpowiada on i jednostki przez ostatnie lata jemu podległe. List do osób sprzeciwiających się likwidacji linii 184 podpisany przez pana Kuliga dowodzi konieczności oszczędności pieniędzy w transporcie. Było to 3 lata temu, ile w tym czasie ich zmarnowano np. na propagandę miejską wszyscy wiemy. Ponadto marnowane są pieniądze w samej komunikacji. Polityka zaciskania pasa mści się tym, że w korkach generowanych przez ruch indywidualny stoją także pojazdy zbiorkomu. Nawet utworzone na siłę buspasy sytuacji nie ratują, bo zawalidrogi przenoszą się w inne miejsca.


   Prawicowy kandydat na prezydenta Krakowa długo nie mógł się wyklarować, ale jak to zrobił to najpierw obiecał bezpłatną komunikację w obrębie II obwodnicy, a następnie bilet za 6 złotych. W przypadku pierwszej koncepcji zabrakło oczywiście szczegołów, jak to miałoby wyglądać technicznie. Natomiast druga jest doskonałym przykładem na populizm w mieście. Kilkanaście miesięcy temu dyrektor ZTP prezentował konieczność rozwiązania problemu wpływów do kasy za transport (bilety) wobec dramatycznie rosnących kosztów utrzymania komunikacji. Wówczas radni Prawa i Sprawiedliwości zdawali się nie widzieć tego problemu. Słuszna jest dbałość o kieszeń wyborcy, tyle że prowadzący pojazdy też mają rodziny i wydatki, a ponadto żyją w mieście i aglomeracji o najwyższych statystycznie dochodach. Lewicowe poglądy prawicy jak i lewicy są całkowicie oderwane od rzeczywistości. W Krakowie mieszkanie jest walutą i lokatą niczym złoto, średnia płaca za ubiegły rok jest w Małopolsce najwyższa w kraju, co przekłada się na jeszcze wyższą w samym mieście. Od dawna brakuje prowadzących pojazdy, sytuację demoralizują pensje osób kierujących miejskimi spółkami w tym MPK, czy też rozpasane zatrudnienie i umowy urzędu. Do sprawnej komunikacji musimy dopłacić: albo w formie abonamentów biletowych, albo z podatków w dotacji dla ZTP, albo w formie biletów pojedynczych. Nie ma innej możliwości, czego zdają się nie dostrzegać miejscy radni strojący się na ludowych trybunów i zarazem ignorantów ekonomicznych. Jeżeli imigranci wybierają taksówki jako źródło zarobku to jest to sygnał, że sytuacja ekonomiczna zbiorkomu jest trudna, a jeszcze jak wiemy jest presja płacowa ze strony przewoźników ciężarowych co tylko ją pogarsza. Łatwo pozyskać kategorię, a odpowiedzialność mniejsza.


   Wybierzmy zatem radnych, którzy realnie myślą, ponieważ bez prowadzących tramwaje i autobusy nie ma mowy o szumnym rozwoju komunikacji zbiorowej. Na każdym kroku MPK i ZTP wypisują bzdury o śladzie węglowym, parkingach P+R, promocji ile to aut zastępuje autobus, a codzienność wygląda tak, że linie magistralne są cięte, kierowców angażuje się w nadmiarze w przejeżdżanie elektrykami, które gorliwie są wprowadzane bez żadnego szerokiego planu, aby zastawić się, a pokazać. Lukę wypełniają taksówki, których bywa więcej na buspasie niż pojazdów zbiorkomu, a także samochody. Warto wyciągnąć lekcję z kolei. Małopolska jest regionem, gdzie najbardziej brakuje dyżurnych ruchu - podstawowego ogniwa bezpiecznego ruchu na kolei. Dalsza polityka tego typu dobije transport miejski.

   W nadchodzących wyborach warto przyjrzeć się jak wyglądała kariera dotychczasowych radnych. Część z nich, niczym piłkarze, zmieniali barwy klubowe ochoczo popierając Jacka Majchrowskiego, a potem przechodząc do opozycji. W ten sposób można obiecywać ponownie na przykład tramwaj na Kliny, który nie jest wpisany do żadnej fazy projektowej. Wspomniany wieloletni prezydent nie angażował się zbytnio w sprawy dróg i komunikacji powierzając to swoim namaszczonym podwładnym. Efektem są drogi donikąd pospiesznie łączone w ostatnich latach, dwutorowa pętla na Czerwonych Makach, system przesiadkowy na nic, remarszrutyzacje remarszrutyzacji co kilka lat, jakbyśmy byli rozwijającym się ekpresowo średnim miastem w Chinach: dziś hala sportowa, jutro fabryka. Jest to też obraz rządów całej ekipy wieloletniego prezydenta, a w szczególności odpowiedzialnych w ostatnich latach za transport i planowanie osób z jego grona współpracowników.

  Na tym tle najświeższa konwencja wyborcza kandydata Polski 2050 zawiera kuriozalne deklaracje, że Kraków nie moze mieć korków w XXI wieku, bo go paraliżują, a komunikacja ma być tania. Orzeczenia: "nie może mieć", "ma być" są świetne, robią hałas jak billboardy dyskontu najtańszego od 2002 roku. Poza tym kandydat wiele lat wspierał Jacka Majchrowskiego w zarządzaniu miastem tworząc Przyjazny Kraków, ale widocznie wtedy problemy tak przyziemne jak metro go nie zajmowały. Problemem tej grupy zajmiemy się w następnym felietonie.

   Rozdwojenie jawy i snu w tej istotnej dla funkcjonowania miasta sferze pokazuje, że aspirujemy do miast tej klasy, z problemami godnymi większych gmin. Doniesienia medialne, że zdecydowano gdzie powstanie przystanek metra w centrum, lepiej dla Krakowa, aby nie ujrzały światła dziennego. Zwłaszcza, że jego dalsza trasa jest na etapie ustaleń za pomocą rzutu kostką. Zestawiając plany trącące schizofrenią transportową na zachód od centrum (niechęć do Trasy Pychowickiej, nie dla trzech pasów A4, nie dla korków) z deklaracją poprawy przejezdności można się solidnie pogubić. Musimy też pamiętać o braku nadzoru nad takimi kluczowymi inwestycjami jak aleja 29 listopada, partactwo Trasy Łagiewnickiej, czy przyznawane z rozbrajającą szczerością przez kandydującego wiceprezydenta ślamazarstwo w projektowaniu ulicy 8 Pułku. Fakty te deklasują bowiem Kraków do innej ligi. Przez wiele lat marzył się kompaktowy Kraków panu prezydentowi, ale aby taki był to należało pilnować aby działał jego krwioobieg na lata, w kooperacji z otaczającymi gminami. Jeżeli cena litra paliwa przekracza 6 złotych, średnia płaca 8 tysięcy, a bilet do miejscowości 55 km od Krakowa na bus kosztuje 15 złotych to nie da się zrobić dobrej komunikacji po niskich cenach. W dodatku nie da się jej zrobić tak jak dobrego powietzra bez współpracy z gminami, czemu też się przyjrzymy.

2024-02-29

mouset