W roku zaszczytnej rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego nie wypada nie wspomnieć innego słynnego Polaka, który w swoim wielkopomnym dziele wstrzymał Słońce, a ruszył Ziemię, trafiając z urzędu na listę ksiąg zakazanych, czyli krótko mówiąc heretyków.
Cóż to ma wspólnego z krakowską komunikacją miejską?
Ano wiele, gdyż właśnie w roku 2025, po wielu latach linia 151 może w przeciwnym kierunku jechać po tej samej trasie. W mieście o statusie tygrysa turystyki autobus nie mógł jechać przez kilkanaście lat tak, aby Ci co wsiedli do niego rano mogli nim do domu wrócić. Smaczku sprawie dodaje, że dotyczy to rejonu poddanego od lat silnej zabudowie, wraz z jedynym w okolicy ośrodkiem zdrowia i dużą szkołą. Wymagało to rzekomo zmian w organizacji ruchu. Sęk w tym, że pomimo wielokrotnych przejazdów nie zauważyliśmy wielkich zmian. Musiał tam chyba mieszkać ktoś niezwykle ważny, skoro sprzeciw blokował rozwiązanie na przebiegu gminnych, nieomal osiedlowych ulic, które po oddaniu Trasy Łagiewnickiej przestały pełnić rolę małej obwodnicy. Sytuacja jest karykaturą sztandarowego hasła ZTP o promowaniu komunikacji miejskiej. Jak na niemal 25-letnie rządy władcy Krakowa linia 151 śmiało pretenduje do największych jej nieudolnych symboli.
Równie tajemnicze rozwiązania bez kosztownych przebudów dotyczyły pojazdów 12-metrowych na linii 102 skręcających z Orlej w Księcia Józefa, a niegdyś na linii 537 skręcającej z Siewnej w Kuźnicy Kołłątajowskiej. Mianownik jest wspólny, iście monarszy: decyzja jaśnie pana urzędnika. Tak jak w przypadku bus pasów. Wznowiono skargi dotyczące linii 139 z bardzo prostego powodu: ktoś zgodził się na otwarcie obwodnicy przy utrzymaniu obostrzeń z pasami na Mikołajczyka. Efektem są jeszcze większe korki, dzieło miejskiego inżyniera ruchu obraca się przeciw komunikacji. Panowie Franek i Gryga uwielbiają pokazywać swoje dzieła dla mobilności, w rzeczywistości nie mające żadnego przełożenia na poprawę komunikacji zbiorowej.
Dziwnym trafem ZTP pod osłoną tarczy nie troszczył się o jednokierunkowych pieszych wracających Żywiecką bez chodnika, z powodu idiotycznego stanu rzeczy ze 151, ani nie interesował się brakiem zapewnienia środka lokomocji za tramwaj 9 albo 16. Podczas, gdy na pustawej trasie do Kombinatu organizuje się linię 704. Podejście zresztą do mieszkańców nowohuckich osiedli nie ma nic wspólnego z promocją zrównoważonej mobilności.
Indolencja tej instytucji, przekładająca się na realne rzeczy w planowaniu zbiorkomu wyszła na jaw niedawno, gdy okazało się, że pod sławetnym wiaduktem w Łobzowie pojazdy na linii 102 nowowyłonionego operatora komunikacji po prostu się nie mieszczą. Owszem, wina przewoźnika, bo wiedział jaką trasę będzie obsługiwał i jakimi pojazdami. Ale też winę ponosi ZTP mieniąc się organizatorem i architektem podróży krakowian. Górnolotne hasła zwykle idą w parze z samouwielbieniem. Inkwizycja, jak wiemy, też była nieomylna, a jej geocentryczna teoria legła w gruzach. Pasażerocentryzm jest tylko przykrywką do rzeczywistego urzędocentryzmu od lat trawiącego tę instytucję, która jak widać nie potrafi doprowadzić do jednolitego wyglądu pojazdów komunikacji, do jednolitej trasy autobusu przez kilkanaście lat, czy do zapewnienia adekwatnego taboru według obsługiwanej relacji. Skoro nie potrafi to jest zbędny, jak wiemy z aktualnej optymalizacji amerykańskiej administracji. Jak wiemy z praw przyrody i astronomii elementy zbędne natura sama eliminuje.
2025-02-28
mouset