Błogi czas wakacji to w Krakowie oczywiście czas remontów ulic i torowisk. Przebiegają one w tym roku dosyć spokojnie i choć lato jest bardzo deszczowe to nie zanosi się na powtórkę z koszmaru Krakowska vs. Stradomska, którego ofiarą stała się linia 184, czy też Kościuszki, gdzie podupadło sporo podmiotów gospodarczych. Praca wre przy linii do Mistrzejowic, choć nie brakuje krytyków, że wydajemy olbrzymie pieniądze na skrócenie czasu przejazdu o zaledwie kilka minut dla linii 52. Szkoda, że sprowadzono to do takiego podsumowania inwestycji. Sprawnego transportu potrzebują rozbudowane ostatnio rejony Olszy I i Olszy II, a także zachodnich Mistrzejowic.
Niestety do listy krakowskich partactw z obchodzącym ćwierćwiecze brakiem lewoskrętu z Wielickiej w Nowosądecką na czele dołączą wraz z tą inwestycją kolejne: niemożliwość wjazdu na starą pętlę Bieńczyce, brak torów na Lema i zaasfaltowana Walcownia. To spowoduje, że jadąca krócej linia 52 będzie jedynym namacalnym sukcesem. Jeżeli miałaby wrócić linia 16 jako nowa marszruta, a już po podejściu urzędu miasta widzimy, że nie ma na to pieniędzy, to 'dziewiątka' na terenie Nowej Huty nie będzie miała gdzie zawrócić, tak aby było tanio.
Dzielnice, w których kiedyś w staropolskim powiedzeniu "wrony zawracały" , są teraz w miastach remedium na koncentrację ruchu śródmiejskiego, korków, smogu. Problem w tym, że w Krakowie nawet jeżeli uda się dotrzeć tam komunikacją zbiorową czy drogową infrastrukturą to robi się potężny problem, aby zainwestować w realny transport na takich terenach. Ulica Igołomska jest wizytówką po długich bólach, ale widok pustawych tramwajów na dziesiątce z linią 21 kończącą co drugi kurs w chaszczach pod kopcem nie najlepiej świadczy o wykorzystaniu tej drogi. Szkoda, że po drugiej stronie Wisły, na rzeczonych Rybitwach, gdzie niewielkim nakładem można przedłuzyć linię tramwajową i funkcjonuje już sporo podmiotów gospodarczych nie ma takich dylematów, a zawracają rybitwy zamiast "lajkoników". Istnieje też ogromna zabudowa mieszkalna, ale nie przeszkadzało to w letnim pocięciu rozkładu linii 11. Być może za wszelką cenę Kraków promuje transport oparty na sile własnych mięśni, wszak niedaleko już do otwarcia kładki rowerowej.
Pomimo takich doświadczeń nie widać odważnych decyzji jak poprowadzić tramwaj na Kliny. Kosztowny na następne pół wieku brak szyn w Trasie Łagiewnickiej podsuwa dalsze, koszmarne pomysły jak rysowanie metra w tym rejonie lekką ręką. Trudno uwierzyć przy tych kreskówkach, że ktokolwiek z decydentów wybrał się za granicę jak to zorganizować, bo nie ma żadnej spójnej wizji naziemnych dworców przesiadkowych, będących podstawą wykorzystania linii metra. Innym prozaicznym dosyć problemem jest sama infrastruktura. Ulewny deszcz, który pogrążył Rondo Mogilskie zmusza do zadawania pytań jakie zabezpieczenia trzeba wykopać, aby obrazki z zalewanych pojazdów nie przeniosły się jeszcze niżej. Pomijając w dodatku fakt, że za bardzo nie wiadomo, gdzie w sytuacji nowego torowiska do Mistrzejowic, remontu Wzgórz i krachu infrastruktury na wschodzie metro miałoby zakończyć swoją nieznaną jeszcze trasę.
Zniecierpliwienie mieszkańców powoli daje się we znaki. Pojawiają się głosy ruchów przeciwnych najmom BnB, gastronomia zmierza w kierunku szybkiego funkcjonowania, zwolnienia grupowe stają się faktem w branżach, które jawiły się jako motor miasta, chyba czasy snu na temat krakowskiego Manhattanu powoli przemijają. Cywilizacja infrastrukturalna tam nie dotarła, rybitwy mają się dobrze, te pisane dużą literą, niekoniecznie. Walka ze smrodem w tej okolicy też idzie opornie. Jakże swojsko poczułem się wysiadając na krakowskim lotnisku po półgodzinnym... oczekiwaniu na autobus na płycie. Jest ich mało, a do godziny 2 trzeba się wyrobić. Smród z hali po dotarciu do niej uświadomił najbardziej zaspanym, gdzie się znajdują. Okolice północy to też świetny moment, aby zaobserwować na jakie sposoby usiłują ludzie się wydostać z osławionego lotniska. Daleko nam do metropolii, jak wronom do miasta.
2025-07-31
mouset