Minęło już kilka tygodni od prezentacji planowanej (podkreślmy to wyraźnie) siatki połączeń tramwajowych po oddaniu torowiska do Mistrzejowic. Było to tematem lipcowego felietonu, po emocjach i dyskusjach, które szybko ucichły, nastąpiło to z czego krakowska komunikacja zbiorowa słynie. Czekanie na Godota. Nikt nie wie, kiedy dokładnie tramwaj pojedzie. Na pewno nie 31 sierpnia, bo to już jutro :) Trwają spekulacje: może 22 września (dzień bez samochodu), może 20 września - parada z okazji 150-lecia komunikacji tramwajowej - świetna sprawa, a może 27 września - wejście po raz wtóry powakacyjnych rozkładów, jest też szansa, że wykonawca Grzegórzeckiej podoła i temu terminowi, co pozwoli na zmiany w siatce. Niestety nadal poruszamy się w świecie domysłów. Podobnie jest w sferze komunikacji autobusowej. Wiemy, że znikną linie 189 i 482, zmieni trasę 124, a na przystanku Brodowicza pozostanie tylko 152, podobnie jak na Mistrzejowicach 139 (z linii przejeżdżających Dobrego Pasterza).
Jeszcze większa niepewność panuje w komunikacji aglomeracyjnej, po miesiącach plotek pojawiła się informacja, że jednak linie 260 i 270 pojadą do Mistrzejowic. Z racji budowy przystanku kolejowego Prądnik Czerwony los linii 250 jest niepewny. Do całkowitej przebudowy idzie wiadukt w ulicy Reduta, co oznacza najpewniej skierowanie linii do Górki Narodowej. Dla sołectw, które obsługuje, jest to bez sensu, albowiem czas jazdy 250 oraz podróż liniami 18 czy 50 do okolic centrum (Teatr Słowackiego) zajmie prawie godzinę!Głównym beneficjentem linii są sołectwa Węgrzce i Dziekanowice, które mają też linię 297 oraz Zastów, któremu pozostaje linia 270. Patrząc na oszczędności w gminie Kocmyrzów-Luborzyca niezrozumiałe jest godzenie się na taki stan rzeczy. Warto też zaznaczyć, że linia nie obsługuje Zastowa PKP (przesiadka na kolej aglomeracyjną), a sołectwo Maciejowice obsługuje linia 270 tylko jadąc ... w stronę Pielgrzymowic. Logika i gospodarność nakazują dla nowego połączenia pozyskać pasażerów. Zatem powinno zrobić się wszystko, aby mieszkańcy gminy Kocmyrzów mieli w linii 250 całotygodniową możliwość dotarcia do nowej linii tramwajowej. Więcej podróżnych = więcej biletów = więcej wpływów. Tymczasem ZTP nie musi zabiegać o to, wystarczy narzucenie rosnącego haraczu od liczby kursów ościennym gminom bez analizy, czy ktoś tym pojedzie i czy zostawi samochód w domu. Dowodem na to było pojawienie się pomysłu, aby linie 250 i 260 kursowały do Prądnika Czerwonego, ale z pominięciem ronda Barei czyli przesiadki na tramwaj. W szumnie nazywanej aglomeracji, wśród fleszy i projektów Kocmyrzów został sam, jak Polska w 1939.
Jednocześnie cały czas nie ma możliwości wytrasowania linii z gmin: Iwanowice, Michałowice, Zielonki przez Węgrzce do Krakowa. Jest wyraźny potok pasażerski (ilość samochodów), ale tym razem pojawiają się bariery innego rodzaju: linia nie miałaby gdzie zawrócić w Krakowie, a żeby jechała na trasie z Górki Narodowej przez Węgrzce do jakiegoś punktu w Krakowie nie pozwalają na to przepisy. Osobliwe to przepisy, niewątpliwie wspierające aglomerację, skoro do Krakowa połączenie nie może po raz drugi wjechać, a paradoksalnie na takiej trasie byłoby więcej pasażerów. Gdy dołożymy do tego SCT trudno nie dziwić się gniewowi społeczeństwa, które chce zwyczajnie dostać się do szkoły i pracy, a od tego społeczeństwa ZTP też będzie chciał większy wkład finansowy oferując w zamian idiotyczne obostrzenia nie pozwalające na rozwój komunikacji aglomeracyjnej. Dla ZTP zacytujemy serial "07 zgłoś się" : a potem dziwicie się, że społeczeństwo Was nie lubi.
Jak zwykle w wakacje przyglądamy się kolei, w Krakowie od dzisiaj pociągi jadące do Warszawy powróciły na linię 8. Zakończył się istotny etap jej modernizacji, trwa wykańczanie stacji Kraków Batowice. Zniknął budynek często goszczącego w naszej galerii posterunku odgałęźnego Raciborowice. Jeszcze kilka lat temu gdy tworzono przystanek Piastów los zatrzymywania się pociągów w Batowicach nie był pewny, planowano jego zlikwidowanie. Okres przejściowy z wygrodzeniem na poboczu partyzanckiego parkingu P+R pokazał jednak coś innego. Nie zmienił się tylko fakt, że wokół stacji nie ma miejsca na jakikolwiek parking dla samochodów czy też komunikacji miejskiej, pozostają tylko przystanki przelotowe dla autobusów aglomeracyjnych i busów wewnątrzgminnych komunikacji. A szkoda, bo Piastów też nie będzie zbytnio powiązany z siecią miejską i patrząc na szczupłość miejsca na przyszłą pętlę tramwajową można spodziewać się przede wszystkim protestów zamiast entuzjazmu. Dlatego ogromnym zaskoczeniem stało się rozszerzenie projektu i wybudowanie aż sześciu krawędzi peronowych na stacji Kraków Batowice wraz z przejściem dla pieszych nad torami od Dziekanowic po ulicę Dziekanowicką na terenie Krakowa. Zapewne ma to związek z planami ruchu na linii 95 do Niepołomic, Podłęża i Tarnowa, a także połączeniami, bo takowe zapewni łącznica 627 z okolic dawnego posterunku Podgrabie Wisła do budowanego Podłęże Balachówka dla nowej linii w kierunku Piekiełka. Ma to sens na przyszłość, ale traci on na wartości, jeśli weźmiemy po uwagę głęboką tajemnicę jaką są długości peronów na stacji Batowice, ponieważ jest to parametr, który pozwoliłby na zatrzymywanie się pociągów międzymiastowych. Kraków Płaszów obsługuje tylko część połączeń, a skomunikowany jest wzorowo, na linii wyjazdowej w kierunku Warszawy, zwłaszcza, że jest możliwość, aby w kierunku Katowic wyjechać z niej bez wjazdu do Krakowa Głównego potrzebny jest postój handlowy dla części pociągów. Idiotyczna odpowiedź PLK, że perony będą dłuższe niż na Piastowie, bo Batowice są stacją, a Piastów przystankiem pokazuje, że mentalność kolejowa z lat 90-tych ma się dobrze.
Wchodząc na strony Metropolii Krakowskiej nie spodziewajcie się Państwo też takiej informacji. Ani miasto Kraków, ani gmina Zielonki nie mają samodzielnie możliwości, aby zaplanować budowę pętli dla zbiorkomu czy też parkingu. Owszem, mają działki, ale korzystać będzie metropolia. Tymczasem oprócz fantazyjnych i infantylnych opowieści na stronie tejże organizacji nie widać. Planów też nie, choć zadziwia zlokalizowane w Kocmyrzowie (sic!) duże miejsce przesiadkowe, leżąca nieopodal stacja Zastów właściwie jeszcze w szczerym polu w ogóle w tym planie nie funkcjonuje. Z pewnością dokument pobożnych życzeń miał długą listę autorów jak i płac. Plany PLK, które pokazał poseł Jaśkowiec, też są mono oderwane, a najpewniej nieskonsultowane, jak mają wtopić się w miejską tkankę. Miasto też żyje w swoim świecie, bo szukając materiałów natrafiliśmy na plany eks wiceprezydenta Muzyka dotyczące Rybitw. O kolei, ani słowa. Patrząc na czyny obawialibyśmy się już o rezerwy terenu. Najbardziej przykre jest zderzenie z rzeczywistością, którego doświadczamy w podróży po innych krajach. Tam, po prostu to funkcjonuje. I to dobrze. Siedząc wygodnie w połączeniach aglo oglądaliśmy doroczne dantejskie sceny z udziałem pasażerów na linii helskiej. Specialite de la maison?
2026-08-30
mouset